- Violetta. Ty widziałaś jak on na ciebie patrzy?- Szeptała Cami.
- Bez przesady.- Szepnęłam jej do ucha.
-Mów co chcesz my wiemy swoje- Dodała Fran.
Zaraz miały zacząć się zajęcia baletu, wiec wyszłam kiedy Leoś śpiewał. Miałam dokładnie 15 minut. 10 minut drogi i 5 na ubranie się. Może się nie spóźnię.Gregorio zawsze krzyczy. Na szczęście się nie spóźniłam...
Tydzień później
Dziś spędzam czas z rodziną. Mamą- Angie, tatą- Germanem i siostrą- Leną. Tak... jemy kolację w restauracji. Przy okazji tata ma spotkanie biznesowe. Jest godzina 17:30. Została mi 1 godzina. Dalej Violetta, myśl! Ubiorę się w to:
To chyba idealny zestaw. Zostało mi 30 minut! Pomalowałam się delikatnie i zbiegłam po schodach na dół. Czekała tam Lena i Angie. Wsiadłyśmy do limuzyny, której czekał tata.
- Wszystkie są gotowe?- Uśmiechnął się tata.- A więc spotykamy się z rodziną Verdas. To z nimi mam główne interesy biznesowe... bla,bla,bla...
Coś mówił, ale zbytnio mnie to nie interesowało. Byliśmy już na miejscu. Doszłam do stolika i usiadłam na jednym miejscu obok Leny. Nagle przyszła rodzina Verdas. Hah... Obok mnie usiadł Leon Verdas. Leon ze studia. Śmieję się w duchu. W tle gra fortepian i śpiewają operę.
- Hej.- Zaczął Leon.
- Cześć.- Uśmiechnęłam się- ale zbieg okoliczności, że nasi rodzice razem pracują, co?
- Ja wiedziałem, że mój tata pracuję z Castillo.- Powiedział szeptem.
To było interesujące... takie nieprawdopodobne. Jestem wielką marzycielką i gdyby nie mój tata to bym rozmyślała.
- Violetta zaśpiewasz coś?- Zapytał mój tata.
- Leon może z nią zaśpiewać, prawda synu?- Dodała mama Leona.
- Czemu nie.
Wstaliśmy z krzeseł i poszliśmy na scenę.
Tydzień później
Dziś spędzam czas z rodziną. Mamą- Angie, tatą- Germanem i siostrą- Leną. Tak... jemy kolację w restauracji. Przy okazji tata ma spotkanie biznesowe. Jest godzina 17:30. Została mi 1 godzina. Dalej Violetta, myśl! Ubiorę się w to:
To chyba idealny zestaw. Zostało mi 30 minut! Pomalowałam się delikatnie i zbiegłam po schodach na dół. Czekała tam Lena i Angie. Wsiadłyśmy do limuzyny, której czekał tata.
- Wszystkie są gotowe?- Uśmiechnął się tata.- A więc spotykamy się z rodziną Verdas. To z nimi mam główne interesy biznesowe... bla,bla,bla...
Coś mówił, ale zbytnio mnie to nie interesowało. Byliśmy już na miejscu. Doszłam do stolika i usiadłam na jednym miejscu obok Leny. Nagle przyszła rodzina Verdas. Hah... Obok mnie usiadł Leon Verdas. Leon ze studia. Śmieję się w duchu. W tle gra fortepian i śpiewają operę.
- Hej.- Zaczął Leon.
- Cześć.- Uśmiechnęłam się- ale zbieg okoliczności, że nasi rodzice razem pracują, co?
- Ja wiedziałem, że mój tata pracuję z Castillo.- Powiedział szeptem.
To było interesujące... takie nieprawdopodobne. Jestem wielką marzycielką i gdyby nie mój tata to bym rozmyślała.
- Violetta zaśpiewasz coś?- Zapytał mój tata.
- Leon może z nią zaśpiewać, prawda synu?- Dodała mama Leona.
- Czemu nie.
Wstaliśmy z krzeseł i poszliśmy na scenę.
Śpiewaliśmy piosenkę "Liber Soy". Jest dosyć znana w B.A. (Buenos Aires). I taka magiczna. Ogólnie jest o tym, że jest się wyjątkowym. Poczułam jak bym znała go lata... a znamy się zaledwie tydzień. Chyba dziś będę miała kolorowe sny... hah...
Skończyliśmy śpiewać i ja na 100% musiałam coś zjeść. Mój żołądek zacznie zaraz trawić sam siebie. Hah... z drugiej strony chciałabym znowu z nim zaśpiewać. Jestem... brak słów.
Jestem w domu. Leżę w łóżku i marzę... zaczęłam pisać w pamiętniku.
Drogi Pamiętniku!
Dziś jadłam kolację z mamą, tatą i Leną.
Tak, ale nie tylko... był jeszcze Leon i jego rodzice.
Dowiedziałam się, że mój tata i Leona pracują razem od wielu lat.
Tylko czemu dopiero teraz go poznałam?
Nie mam siły... Patrzę na zegarek.
Jest 3:27. Czas iść spać.
*Kolejny dzień*
Wstałam wcześnie, umyłam się i ubrałam. Zjadłam śniadanie i szłam do studia. Byłam trochę... zamyślona i wpadłam na Leona.
- Przepraszam...- Grzecznie przeprosiłam- Niezdara ze mnie.
- Nie ja to przepraszam...
Też wyglądał na zamyślonego... Za 30 minut mam zajęcia baletu. Leon zaprosił mnie na "naszą ławkę". No.. ok. Zarumieniłam się w duchu.... hahahh.. ja? Jesteśmy... Leon usiadł na ławce, ja obok. Popatrzyłam się w jego oczy... i one są takie piękne. On też patrzył się w moje oczy. I w tedy...
***
Tadam! Oto rozdział drugi :3
Mam nadzieję, że się podoba.
Pamiętajcie:
Komentujcie
` Monika ;3

Hahahaah Mega :D Masz podobne screen shoty :D,ale co tam :*
OdpowiedzUsuńRozdział mega *-*
Dziękuję ; 3
UsuńAle nie sądzę, że jest taki mega ;)